Kiedy myślimy o wyjazdach rowerowych i niezbędnym wyposażeniu roweru to od razu przed oczami stają nam sakwy rowerowe. Takie są pierwsze skojarzenia i w sumie są one bardzo dobre! Co jednak gdy chcemy wybrać się na wycieczkę w bardziej wymagające tereny albo chcemy uszczuplić nasz bagaż? Wtedy z pomocą przychodzą torby bikepackingowe. Ja osobiście całe życie byłam wielką fanką sakw rowerowych. Jednak w 2024 miałam w planach przejechanie szlaku Great Divide Mountain Bike Route, który w 95% procentach prowadzi przez nieutrwadzone drogi, a ilość przewyższeń przyprawia o zawrót głowy, więc postanowiłam zainswestować w torby bikepackingowe. I nie mówię tutaj, że z sakwami się nie da, bo da się wszystko, tylko trzeba chcieć. Ja natomiast chciałam spróbować bikepackingu i teraz chcę podzielić się z Wami moimi odczuciami.

Na GDMBR musiałam spakować wszystko co niezbędbne na przynajmniej 2 miesiące wycieczki. Jechałam sama, więc musiałam mieć na swoim rowerze cały sprzęt do kempingu, ubrania, rzeczy do naprawy roweru i mieć do tego miejsce, aby w niektórych regionach zaopatrzyć się na 2 dni jedzenia. Nie wierzyłam, że się to uda, jednak ograniczyłam wszystko do minium i jakoś to się udało :).

Bikepacking po Polsku

Tak jak uważam, że najlepsze sakwy robi firma Crosso, tak też bardzo kibicuję firmię Triglav, która zajmuje się torbami bikepackowymi. Tak samo, jak Crosso, Triglav jest Polską firmą i tak samo wszystko jest szyte w Polsce i dokładnie tak samo są to świetne produkty.

Uchwyt na kierownicę. Na kierownicę miałam już wcześniej wypróbowaną uprząż Triglav Packman. Wcześniej woziłam w niej namiot, teraz musiałam upchać 30l wór z całym sprzętem biwakowym. Chociaż, codziennie bawiłam się w tetris, aby wszystko się zmieściło, jednak uprząż spisała się na medal. Dla mnie mega plusem tej uprzęży jest to, że nie ma zamocowanej torby do siebie. Torbę, którą umieścimy w uprzęży dzięki trzema klamrami, w kilka sekund możemy odczepić od roweru.

Torba podsiodłowa. Też Triglav. Uprząż na kierownicę Triglav zjechała ze mną już kilka ładnych tysięcy kilometrów, dlatego gdy przyszło kupić torbę podsiodłową wybór był prosty – Triglav. Wybrałam największą torbę – 15 litrów, bo przecież potrzebowałam mnóstwo miejsca. Uważam, że torba trzymała się świetnie, chociaż nie odbyło się bez przygód. Niestety jestem niską osobą i moje siodełko nie wystaje wiele ponad koła, dlatego tak duża torba podsiodłowa dosyć blisko trzymała się koła. Jednak z pomocą obsługi Triglav oraz z dodatkowym paskiem podtrzymującym udało się przejechać ponad 5000km.

Trójkąt na ramę. Na GDMBR miałam trójkąt, który kupiłam na Amazonie… No i niestety po tygodniu musiałam zszywać zamek. Jednak na ostatniej wycieczce jechałam z Crosso Tangent, które zostało uszyte specjalne na mój malutki rowerek :). I to jest strzał w dziesiątkę. Może trójkąt Crosso nie są najtańszą opcją, jednak uważam, że jest świetny. Zamek jest doskonały, a do tego może sobie wybrać po, której stronie chcesz go umieścić. W środku znajduje się malutka kieszonka, na różne drobiazgi, a na zewnątrz jest zamontowana kieszen z siatki, w której trzymałam wszystkie rzeczy „pierwszej potrzeby”, jak krem z SPF, gaz pieprzowy (no dobra, on nie był pierwszej potrzeby, ale warto mieć go pod ręką), mokre chusteczki. Mocowanie trójkąta też jest świetne, bo po całej długości są otwory na paski z rzepem, więc można zamontować go na każdy rower.

Górna torba na ramę. I tu wypróbowałam z swoim życiu wiele torb i znowu stawaiam na Crosso. Miałam torbę z Decathlonu, która jednak nie jest wodoszczelna, miałam z sklepów rowerowych, które się rozwalały po tygodniu, miałam też mnóstwo torb reklamowych, które albo się rozwalały, albo „O zgrozo” przekręcały się na bok, co doprowadzało mnie do szaleństwa. Jednak torba Crosso dzięki zastosowaniu 3 rzep mocujących sprawia, że torba nie przekręca się na bok. I tutaj zamek jest mega solidny i bez problemu można go otworzyć jedną ręka. Ja często trzymałam tam okulary, chusteczki, gdy byłam przeziębiona czy telefon. Świetna rzecz! Oczywiście, że może wydawać się droga, ale po sprawdzeniu naprawdę wielu tanich torb, uważam, że warto kupić raz a porządnie.

Torby na widelec. Wszyscy podróżni gravelovcy mają w swoich rowerze otwory na przymycowanie torby. Ja posiadaczka roweru górskiego takich otworów nie miałam. Z jednej strony widelca miałam zamontowaną klatkę montażową, inaczej koszyk na ramę – Topeak Versacage. Ma on zaciski, które bardzo ułatwiają montaż. Taka klatka jest dosyć solidna i dużo wytrzyma, jednak jest zrobiona z plastiku i po 3 miesiącach podróży plastik nie wytrzymał i po prostu połamał, więc nie jest to sprzęt na lata, przy częstym użytkowaniu.

Na GDMBR miałam w zamiarze jechać z dwoma takimi klatkami. Jednak połamany plastik, trochę zaczął mnie irytować i przed samą wycieczką musiałam kupić coś nowego, dlatego kupiłam klatkę kupioną w USA firmy Rockbros. Jest to klatka aluminiowa, więc wydaje się porządniejsza. Największy problem miałam jednak z dokupieniem sprzętu do zamontowania takiej klatki na górala. Tak jak w każdym rowerowym można było kupić klatkę na widelec, tak sprzętu do montażu nie dostałam w żadnym sklepie rowerowym w San Francisco, a uwierzcie zwiedziłam ich kilkadziesiąt. Na pomoc przyszła polska kreatywność. Kupiłam 3 obręcze zaciskowe, gumowy pasek do izolacji prysznica i wszystko zadziałało perfekcyjnie.

Jedynym minusem tej klatki są paski dołączone do zestawu. Myślę, że warto zainwestować jeszcze kilka złotych i zamiast tych pasków kupić gumy rowerowe, które są moim odkryciem tamtego roku i które uważam za naprawdę super gadżet. Nie wiem, czy można reklamować głośno kupowanie z Chin, ale takie gumy w Polsce są dosyć drogie, a z Chin jednak kupimy dużo taniej, a nie widziałam różnicy w jakości.

Do koszyków na widelec oczywiście nie miałam specjalnych toreb do bikepackingu. Przed wyjazdem kupiłam dwie torby 10l żeglarskie z Decathlon. Postawiłam na torby żeglarskie, ponieważ stwierdziłam, że zwykłe worki wodoszczelne będą za mało odporne na przetarcia. Do tego wszystkie worki wodoszczelne moim zdaniem dosyć szybko tracą 100% wodoszczelności. Z drugiej strony worki żeglarskie miały dość dużo materiału, który był przeznaczony do zamykania. Wybranie 10l, zamisat 5l również było lekką przesadą. Myślę, że na kolejną wycieczkę wybiorę jednak torby wodoszczelne, maksymalnie 8 litrowe. I tak jak wcześniej rekomendowałam zakup pasków z Chin, tak samo uważam, że jednak lepiej zainwestować w dobre worki wodoszczelne znanych firm takich jak SeaToSummit czy Deuter.

Mocowania do koszyków na widelec (rower leży do góry nogami)

Bikepacking, a metr piędziesiąt siedem bez kapelusza

Jestem niską osobą. Tak jak w życiu bardzo mi to nie przeszkadza, tak w rowerowym świecie mam trochę pod górkę. Większość „standrdowych” rowerów jest za duża, a i tak spora ich część będzie miała za wysoko siodełko :). Jednak oczywiście, nie jest to super problem. Trzeba po prostu znaleźć rower w rozmiarze XS, najlepiej z obniżoną ramą i wtedy świat stoi otworem! Moim największym problemem przy Bikepackingu było umieszczenie torby podsiodłowej. Tak jak większość osób, ma wiele centymetrów między kołem, a siodełkiem, tak ja walczyłam o każdy centymetr, aby na wybojach moja torba nie ocierała o koła. Udało się przejechać całą zaplanowaną trasę, jednak pod koniec wycieczki miałam już dość z codzienną walką o centymetry. Ja oczywiśćie nie sprawdziłam wcześniej czy będę miała problem z zamieszczeniem torby podsiodłowej na swój rower, ale jeśli Ty, drogi czytelniku/czytelniczko masz więcej rozumu, to sprawdź przed wyjazdem czy wszystko dobrze leży na rowerze. A jeśli tak samo jak ja nie jesteś urodzonym koszykarzem, to może warto pomyśleć o bagażniku bikepackingowym, aby nie mieć problemu z umieszczaniem torby podsiodłowej. Można taki kupić tutaj, jednak ja nigdy nie używałam, więc nie wiem czy jest to spoko rozwiązanie.

Drugim problemem niskiej osoby, która chce bardzo w bikepacking jest rozmiar trójkąta na ramę. Trójkąta szukałam w USA i ciężko było znaleźć dla mnie odpowiedni trójkąt. Tak naprawdę albo kosztował miliony monet, albo był słabej jakości. Tak jak wspomniałam wcześniej Crosso rozwiązało ten problem produkując trójkąty na wymiar. Co prawda mogę zmieścić dużo mniej, niż wysoki rowerzysta, ale zawsze lepiej coś niż w ogóle. Przy dłuższej wycieczce rowerowej każdy metr sześcienny powiechrzni to pakowania się liczy.

I na koniec tego akapitu. Uważam, że mogą być to utrudnienia, na które warto zwrócić uwagę przy wyborze sprzętu do bikepackingu, jednak nie są to utrudnienia nie do przeskoczenia.

Bikepacking a wygoda w podróży

Z jednej strony bikepacking jest super, bo sprawia, że ograniczasz swój bagaż do minium, a co za tym idzie jesteś lżejszy/a i łatwiej się podróżuje. Z drugiej strony, gdy jeździłam po półwyspie Arabskim to miałam przepełnione sakwy owocami, warzywami, słodyczami i wszystkimi innymi dobrociami od miejscowych ludzi. Nie wyobrażam sobie tam jeździć bikepackingowo, bo też w sumie nie wyobrażam wyrzucać jedzenia, które otrzymałam, a o odmowa w ogóle nie wchodziła w rachubę.

Samo pakowanie jest dużo łatwiejsze przy sakwach niż w bikepackingu. Sakwy najczęściej zostawiam przy rowerze na noc, a rano wszystko wrzucam w sakwy i po robocie. W bikepackingu jest to bardziej skomplikowane. Wszystko musi być dobrze ułożone, zgniecione i przemyślane, a to zajmuje czas i energię.

W bikepackingu świetne jest to, że możesz jeździć po bardzo niepewnym terenie, a wszystko super przylega do roweru i jest się bardziej zwrotnym. Co prawda sakwy Crosso, które miałam na ostatniej wycieczce z systemem Rail też dają bardzo dobrą przyczepność do bagażnika, jednak na bardzo wymagający teren wolałabym ubrać rower bikepackingowo.

Kolejną ważną sprawą w bikepackingu jest rozłożenie wagi. Gdy jeździmy z sakwami większość sprzętu, tego najcieższego umieszczamy na tylni bagażnik. W bikepackingu jest na odwrót. Większość bagażu umieszczamy na widelcu czy na kierownicę. Na GDMBR dziennie pokonywałam od 1000 do 2000m przewyższeń i uważam, że bardzo dużym ułatwieniem było skoncentrowanie bagażu z przodu roweru.

No to co jest lepsze?

Wszystko! 🙂 Nie powiem Ci, czy masz jeździć na sakwach czy bikepackingiem. Każdą podróż trzeba dostosować indywidualnie. Mi świetnie jeździło się po górach w USA bikepackingowo, ale jednak na kolejną wycieczkę rowerową turystyczną zdecydowałam się na sakwy i na większy komfort w zabraniu rzeczy czy zapasów jedzenia.

Jestem bardzo daleko od wydania opinii, który sposób pakowania jest lepszy. Każdy ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne. Jednak jestem przekonana na 100%, że żaden wybór nie powinien nikogo ograniczać. Nie jest tak, że jak nie masz super torb bikepackingowych to nie możesz się wybrać na rower po górach. Możesz wszystko, a sakwy czy torby bikepackingowe to tylko dodatek to wspaniałej podróży.

Na filmie Daniel. Daniel nie jeździ bikepackingowo. Daniel był najszybszy z wszystkich, których poznałam na GDMBR. Bądź jak Daniel! 🙂

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *