Choć Jordania była „dodatkiem” do wycieczki rowerowej przez Azję Centralną to jednak okazała się intersującym krajem, z ciekawą historią, zapierającymi wdech widokami, wspaniałymi kanionami, gościnnymi ludźmi oraz…. niekończącymi się podjazdami.
Kraj ten jak również cała Azja Centralna został przejechany z moim wspaniałym kompanem Jackiem. Jordańską przygodę rozpoczęliśmy od północy kraju, wjeżdżając z Izreala. Poruszaliśmy się głównie królewską drogą, czyli trasą numer 35. Ciekawym pomysłem jest też przejechanie Jordańskiej drogi rowerowej – Jordan Bike Trail. Jednak jest to wymagająca, offroadowa trasa, idelany pomysł na bikepacking. My obładowani sakwami, na wąskich oponach wybraliśmy trochę łatwiejszy wariant wycieczki, który jednak okazał się nadal wymagającym kierunkiem.
Zacznę od pragramtycznych wiadomości, czyli opłat. Wjeżdżając do Jordanii mieliśmy wykupiony Jordan Pass, który kosztuje 70 JOD (ok. 440zł). W cenę wliczona jest wiza oraz wstęp do największych atrakcji Jordanii, takich jak Petra czy Dżarasz. Sama wiza kosztuje 40 JOD (ok. 250zł), a jednodniowy wstęp do Petry 50 JOD (ok. 320zł), więc z założenia się opłaca. Warto tutaj podkreślić, że Jordan Pass trzeba kupić przed wjazdem do Jordanii (ja dostałam wizę na maila po 10 minutach od wypełnienia i opłaceniu wniosku) i jest dostępna dla osób, które spędzą w Jordanii minium 3 noce (4 dni). Jordan Pass jest ważny przez 12 miesięcy od chwili zakupi, natomiast bilety wstępu można wykorzystać w ciągu 14 dni od pierwszego skorzystania z tej opcji. Jordan Pass dostajesz na maila z kodem Qwerty i pokazujesz na telefonie za każdym razem jak chczesz z niego skorzystać. Z mojego doświadczenia kod Qwerty zeskanowali mi tylko w Dżarasz oraz Petrze. W innych przypadkach po prostu mówiliśmy, że mamy Jordan Pass i przepuszczali nas bez sprawdzania żadnych biletów.
Jeśli chcemy wjeżdżamy do Jordanii z Izreala musimy też liczyć się z opłatą wyjazdową z Izreala. Cena za wyjazd z Izreala to w zależności od granicy około 105NIS (ok. 130zł). Cena w drugą stronę czyli z Jordanii do Izreala to 8 JOD (ok. 50zł).

Jordania nie była miłością od pierwszego wejrzenia. Przywitała nas najbardziej stromymi podjazdami, jakie kiedykolwiek widziałam oraz rzucającymi nas kamieniami dziećmi… ale potem było tylko lepiej :).
Naszą pierwszą atrakcją był Dżarasz (Jerash). W mieście możemy odwiedzić jedne z najlepiej zachowanych ruin starożytnego rzymskiego miasta. Miasto zostało założone prawdopodobnie w IV wieku p.n.e przez Aleksandra Wielkiego i naprawdę robi wrażenie.




W Dżarasz panowie na wejściu powiedzieli nam o super cebula dealu, który potem bardzo często w Jordanii się sprawdzał. Po zwiedzeniu miasta poszliśmy do Centrum Turystyki w Dżarasz i zapytaliśmy się czy możemy rozbić gdzieś namiot, aby było bezpiecznie. Pan ochroniarz zaprowadził nas na posterunek policji, gdzie nasze paszporty zostały spisane i takim sposobem dostaliśmy miejsce przy samych ruinach z ochroniarzem i czynną toaletą. Niby niewiele, ale wszyscy podróżujący z namiotem wiedzą, że w środku dość dużego miasta takie miejsce to luksus.
Kolejnym naszym przystankiem był Amman, stolica Jordanii. Sam dojazd do stolicy był dosyć ciężki, bo niedość, że co chwilę padał deszcz, to dodatkowo Amman, który pierwotnie zajmował siedem wzgórz obecnie rozrósł się i zajmuje tych wzgórz 19. Amman był dla nas odpoczynkiem od rowerów. Nie jest on jednak najpiękniejszym miastem na świecie i nie zachwycił nas szczególnie. Główny historcznymi atrakcjami Ammanu są Cytadela, teatr rzymski czy Jordan Museum. Te ostatnie niestety nie jest objęte Jordan Passem.



Amman może jednak zachwycić wielbicieli Street artów a także Rainbow Street, która jest hipsterskim centrum stolicy. Znajdziemy tam wiele knajpek, restauracji i pamiątek. Kolorowo i ładnie :).
W internetach znajdziecie mnóstwo artykułów i 'must see’ w Ammanie, więc nie będę się tutaj rozpisywać.




Po dwóch dniach swędzania się po miejscu wyruszliśmy w stronę Kanionu Dana poruszczając się drogą królewską 35. Po drodze robiąc nieplanowany dłuższy postój w małym, ale uroczym miasteczku Madaba znanym z bizantyjskich mozaik.
Kierując się w stronę Akaby warto zjechać 3km w dół do miasteczka Dana, gdzie rozpościera się przepiękny Kanion. My zwiedzaliśmy kanion przez 2 dni. Pierwszego dnia szliśmy wzdłuż grani Kanionu (trasę można znaleźć na mapy.cz/maps.me), a drugiego weszliśmy w głąb kanionu, aby jeszcze lepiej go zwiedzić. W samym miasteczku Dana policja nie pozwoliła nam się rozbić, ale za to załatwiła nam miejsce na polu namiotowym/pensjonacie kilka kilometrów dalej. Choć nic nie chcieliśmy to właściciele pozwolili nam korzystać z ich łazienki, zostaliśmy poczęstowani herbatą oraz jedzonkiem. Przesympatyczni ludzie i super miejsce. Z całego serca polecam Al Nawatef Camp – link booking.




Kolejnym ciekawym punktem na trasie jest odwiedzenie kawiarnii Samiego. Sami, bo tak ma na imię właściciel kawiarni na szczycie zapory Mujib jest przesympatycznym lokalnym człowiekiem, który jako były pracownik przy myśliwcach F-16 w Stanach Zjednoczonych bezbłędnie porozumiewa się w języku angielskim. Wielu ludzi go spotyka na swojej drodze i wszyscy są miło zaskoczeni jego osobą, a widoki z jego kawiarni na pewno zapierają wdech w piersiach.


Zmierzając na południe oczywiśćie odwiedziliśmy Wadi Musa, czyli słynną Petrę. Faktycznie ruiny miasta robią wrażenie i myślę, że warto je zobaczyć. Jednak co moim zdaniem najbardziej warto to wejść do Petry od tyłu czyli „Little Petra” przed wschodem słońca. My ruszyliśmy ok 6 rano, aby o 8 być pierwszymi zwiedzającymi Klasztor Ad-Deir (Jabal Al-Deir). I to zrobiło na mnie największe wrażenie. Dużo większe niż zatłoczony Skarbiec Faraona (The Treasury). Petra jest dosyć dużym obszarem i polecałabym przeznaczyć na nią cały dzień od rana, ponieważ na miejscu jest kilka szlaków, które są również warte zobaczenia.









Na południu Jordanii znajdziecie Pustynię, z malutkim miasteczkiem Wadi Rum, którą pewno wielu planujących podróż do Jordanii zna. Ja jednak chciałabym przedstawić pustynię z inne perspektywy. Z perspektywy roweru. I choć dosyć szalonym pomysłem wydawał się przejazd przez pustynię rowerem z sakwami oraz na cieknich oponach, jednak były to jedne z ciekawych dni w Jordanii.







Udało nam się przejechać z miasteczka Wadi Rum do wioski Tutun. 40 kilometrów pod pustyni. I choć często było trzeba pchać rower. I choć było trzeba zrobić zapas wody i jedzenia na dwa dni. I choć czasami miałam dosyć… To jednak absolutnie nie żałuję tej decyzji.


Przejazd przez pustynię może być super wyzwaniem rowerowym, a przepiękne, księżycowe widoki, poczucie osamotnienia oraz możliwość rozbicia się z dala od turystów i pseudo beduińskich kempingów to wrażenia niezapomniane!
Z praktycznych informacji na temat Wadi Rum:
- aby wjechać do wioski Wadi Rum trzeba albo kupić bilet albo mieć Jordan Pass. My gdy poszliśmy pokazać Jordan Pass nikt w „recepcji” nie chciał go zobaczyć, potem na bramkach też nikt nie sprawdzał czy faktycznie mamy bilecik
- wszelkie produkty spożywcze można kupić w wiosce Wadi Rum. Jest trochę drożej niż w sklepach w większych miejscowościach, ale nie są to wielkie różnice. Dla osób, które naprawdę chcą zaoszczędzić polecam zrobić zakupy w ostatniej miejscowości przed skrętem z drogi 35 – Ar Rashidiyah. Jest tak przepyszna lokalna restauracja z falafelami i naprawdę tani sklep z wszystkimi produktami spożywczymi
- Gdy wjedziemy na pustynie nie ma możliwości zakupu żadnego jedzenia, ani wody. My jednak podjechaliśmy do jednego z campów i poprosiliśmy o uzupełnienie 6-cio litrowego baniaka i dostaliśmy wodę bez problemu
- po przejeździe przez pustynie znajdziemy się w miejscowości Tutun. Jest to maleńka wioseczka, jednak wodę bez problemu dostaniemy w Meczecie, a na końcu wioski jest sklepik gdzie możemy zakupić tuńczyka, herbatę, ciastka, sos pomidorowy i puszczkę coca-coli – to cały asortyment sklepu :).
Ostatnim punktem naszej wycieczki rowerowej była Akaba. Turystyczne miejsce, gdzie jednak można znaleźć bardzo tanie falafle i darmowy camping na publicznej „Soutch beach”, czy jak mówią tablice po drodze”public beach number 4″, a która jak sama nazwa wskazuje leży na południe od Akaby. Można rozbić się na samej plaży, ale także na uboczy przy sklepiku gdzie w namiocie od 5 lat mieszka chłopak, który na pewno z chęcią pozwoli Wam rozbić swój namiot obok swojego. Na plaży jest bezpłatny prysznic i toaleta. Czego od życia chcieć więcej? 🙂
Przesyłam kordynaty plaży: 29.424623801122653, 34.9738987560449


Wycieczka rowerowa po Jordanii jest dość dużym wyzwaniem z racji bardzo wielu podjazdów. Dziennie robiliśmy minimum 1000m przewyższenia. Jednak jest to przepiękny kierunek na rower. Jedzenie jest tanie. Ludzie przyjaźni. Policja pomocna. Bardzo łatwo można znaleźć miejsce do rozbicia namiotów, ale także gdy nie ma miejsca bardzo dobrym pomysłem jest zapytanie w Meczecie.
Zbiór przydatnych informacji:
- Jordania jest naprawdę górzystym krajem i liczba przewyższeń jest olbrzymia, więc jeśli wybierasz się tam rowerem bądź przygotowany/a na mocny wycisk
- warto zainteresować się Jordan Pass przed wyjazdem
- nie ma problemu z rozbiciem namiotu, a przy miastach zawsze warto zapytać się o pomoc w Meczetach albo w informacji turystycznej/ policji
- najtaniej wychodzi jedzenie kanapek z falaflami, które kosztują najczęściej 0.5 JOD, czyli jakieś 3zł.
- kawę kupisz wszędzie i zawsze również za 0.5 JOD (3zł) i jest przepyszna!
- zdarzają się miejsca, gdzie lokalni próbują podbić cenę, jednak uśmiech, szacunek i kulturalne zachowanie najczęściej sprawia, że nie musimy co chwilę pytać się o cenę produktów
- trzeba uważać na psy i… dzieci. Jedne i drugie potrafią biec za rower i robić dużo hałasu, przy czym te drugie czasami rzucają kamieniami
- Naprawdę warto wybrać się do Jordanii rowerem!
Jeśli macie jakieś pytania lub szukacie pomocy w planowaniu wycieczki po Jordanii to służę pomocą!
