Założenie tego wpisy było zgoła inne. Miałam napisać o szlaku Great Divide Mountain Bike Route, który udało mi się przejechać w 2024. Jednak założenia założeniami, a wyszło jak zwykle :). Wyszedł wpis o wszystkich moich obawach przed pierwszą samotną wycieczką rowerową. Bo wcale nie jest tak, że samotna kobieta na rowerze, to pozjadała wszystkie rozumy i nie boi stanąć oko w oko z tygrysem. Samotnie podróżująca kobieta ma mnóstwo obaw, lęków i większych czy mniejszych strachów, które pokonując dają jej niesamowitą radość i satystfakcję.

Zapraszam do przeczytania nonsensów, którymi byłam karmiona przed i w trakcie swojej wycieczki, a które najczęściej nie mają żadnej racji bytu.
Absolutnie nie jedź sama!
Ile razy ja to słyszałam… W przewodniku, od znajomych i rodziny. Tak naprawdę nie chciałam jechać sama. Nie jestem największym fanem samotnych podróży i lubię się dzielić swoimi doświadczeniami oraz czasem spędzonym w drodze. Jednak nie mogłam znaleźć nikogo chętnego, kto chciałby ze mną pojechać. Większość ludzi nie może pozwolić sobie na 2 miesiące wakacji, a sama podróż do Stanów oraz wszystkie pozostałe wydatki trochę ograniczają wybór tego kierunku na rowerowy wypad.

Jednak ja nie chciałam rezygnować z swojego marzenia. Już od kilku lat byłam zainspirowana tym szlakiem, dzięki podcastowi Kasi i Kuby „Dobra Podróż”, który bardzo polecam tak na marginesie. Postanowiłam jechać sama. I pewno możecie się domyślać, ale to była naprawdę dobra decyzja. Już drugiego dnia spotkałam Neila, który okazał się genialnym towarzyszem podróży. Mieliśmy takie samo tempo na rowerze, świetnie nam się rozmawiało, a w każdej chwili mogliśmy powiedzieć sobie „do widzenia”, jeśli chcieliśmy pobyć samotnie czy zrobić coś innego. Neil też okazał się super motywacją i dzięki niemu tak naprawdę tak sprawnie szło mi pokonwyanie kilometrów. Razem i trochę osobno spędziliśmy ponad miesiąc, poznając po drodze Daniela, który został moim towarzyszem podróży do samego końca. I tak z samotnej ekspedycji na koniec świata, zrobiła się super wycieczke, w której w ogóle nie czułam się samotna, ale w której mogłam podejmować swoje decyzje i iść własną drogą.

Takim rowerem, to max po bułki do sklepu…
GDMBR przejechałam na górskim rowerze KROSS, który kupiłam 3 lata wcześniej za około 2000zł. Nie był to może technologiczny szczyt marzeń, ale miał dwa koła, łancuch i lubiłam go. To prawda, że w USA ludzie jeżdża na tak wypasionych rowerach, że ja nigdy nie będę miała tak drogiego samochodu, ale co z tego? Na wycieczkach rowerowych sprzęt jest najmniej ważny. Ważny jest hard ducha i to jak bardzo lubisz spędzać długie godziny w siodełku. Ja miałam prosty rower, który można było naprawić młotkiem i to było jego super zaletą. W każdym sklepie rowerowym za niewielkie pieniądze mogłam dokonać niezbędnych poprawek. Tak naprawdę przez te 5000km nie zepsuło się nic w rowerze, jedynie wymieniłam linki (bo nie zrobiłam tego długo przed wycieczką) i dałam go do serwisu, aby wyregulowali mi wszystkie przerzutki.

Tak, więc bardzo chciałam podkreślić jeszcze raz. Sprzęt nie jest ważny! Niech nie ogranicza Was posiadanie starego roweru, nie posiadającego najnowszych technologi. To naprawdę nie jest ważne! Ważne jest, abyście lubili swój rower i jeżdżenie na nim!
Nie boisz się spać sama pod namiotem?
Jasne, że się bałam! Choć większość mojego dorosłego życia jestem w podróży, choć byłam już na kilku wycieczkach rowerowych, to jednak nigdy wcześniej nie spałam sama pod namiotem. Do tego dochodziły obawy o niedźwiedzie, skorpiony, węże i innego demony czychające na każdym kroku. Był strach, były spędzone samotne wieczory, ale satysfakacja jaką przyniósł mi samotny kemping nigdy nie była tak wielka. Człowiek uświadamia sobie, że może wszystko, że te wszystkie demony można pokonać i jest fajnie. Bardzo dużo poczucia własnej wartości dawały mi takie małe rzeczy, jak ogarnięcie wody na wieczór, ugotowanie samemu posiłku, znalezienie miejsca kempingowego czy rozpalenie ogniska.

Nie stać mnie na wyjazd do USA
Fakt, Stany są drogie. Hotel kosztuje minium $60, a obiad w knajpie to wydatek około $20-$30. Licząc do tego koszty samolotu robi się spory wydatek, ale… Można też to wszystko zrobić po taniości. Wyjeżdżałam na GDMBR spłukana, bo wszystkie zaoszczędzone pieniądze wydałam na naprawę vana, w którym mieszkałam poprzedni rok (a o tym jak kupić vana w USA piszę tutaj). I choć miałam wiele wątpliwości, to stwierdziłam, że kasa nie będzie mnie ograniczała. W duchy powtarzałam sobie, że najwyżej te 2 miesiące przejadę na zupkach chińskich i tuńczyku. Jasne, fajnie jest czasami zjeść w restauracji, czy spać w hotelu, ale nocleg pod tysiącem gwiazd czy własnoręcznie ugotowany obiad nad ogniskiem też ma bardzo dużą wartość. Zaczęłam kombinować jak pomóc sobie finansowo podczas wycieczki i otworzyłam konto na „buycoffeeto”, gdzie ludzie mogą wspomóc twórców internetowych poprzez zakup wirtualnej kawki. I to był strzał w dziesiątkę. Do swoich zupek chińskich mogłam dokupić kabanosa czy coś słodkiego :). Do tego w USA działa świetnie aplikacja WarmShowers dla rowerzystów czy Couchsurfing dla wszystkich podróżnych. Obydwie aplikacje łączą lokalnych ludzi z podróżnikami. Ludzie oferują nocleg, pomoc oraz towarzystwo. Dzięki WarmShowers poznałam wspaniałych ludzi, miałam mega ciekawe noclegi oraz przeżywałam niezapomniane chwile. Polecam z całego serca spróbować otworzyć się i przyjąć pomoc lokalnych ludzi, gdziekolwiek wyjedziemy.

Samotna dziewczyna na rowerze? Przecież nawet dętki nie wymienisz!
To jest największa bzdura, jaką może sobie wyobrazić rowerzystka! Zdaję sobie sprawę, że nie jestem tak bardzo sprawna technicznie, jak większość mężczyzn zajaranych rowerem, ale nie dam sobie nigdy wmówić, że sobie nie poradzę. W dzisiejszych czasach wszystko można znaleźć na YouTube. Jak wyregulować przerzutki, jak wymienić klocki hamulcowe czy wymienić dętkę. Co prawda może i zajmuje mi to dwa razy więcej czasu, niż przeciętnemu mężycznie, ale mam to głęboko, wiecie gdzie :).

Na pewno Ciebie porwą w tych Stanach!
Czekałam, czekałam i nikt nie porywał… Tak naprawdę moim zdaniem USA i Kanada, to wbrew pozorą bardzo bezpieczne kraje. Jeśli nie wjeżdżamy do wielkich miast, a na GDMBR nie wjeżdżamy, to możemy czuć się mega bezpiecznie. Przez cały wyjazd nie miałam zapięcia rowerowego i ani razu nie czułam się zagrożona.
I tak naprawdę przez to, że byłam samotną kobietą jedącą tak ciężki szlak, dało mi bardzo dużo benefitów. Ludzie chętniej mi pomagali, nigdy nie miałam problemu aby u kogoś zanocować. A do tego wszystkiego byłam księżniczką, w tym męskim świecie rowerowym.

W tym poście chciałam pokazać, że ograniczenia są tylko w naszych głowach. Szlak GDMBR udowodnił mi, że mogę wszystko. Żadne strachy czy przeszkody nie są na tyle wielke, aby zatrzymać mnie przed spełnieniem marzenia. Bardzo się cieszę, że udało mi się przejechać GDMBR i mam nadzieję, że i Ciebie przekonałam, że warto wyjść z domu i ruszyć w świat. Najlepiej na rowerze :).
